POMECZOWE

Piast Gliwice 1:0 Górnik Łęczna – Wymęczone zwycięstwo

Piast Gliwice 1:0 Górnik Łęczna – Wymęczone zwycięstwo

Gliwiczanie w sobotnie popołudnie podejmowali na swoim stadionie Górnika Łęczna. Zespół z Lubelszczyzny w aktualnym sezonie jest jedną z czerwonych latarni ligi zajmując 17 miejsce w tabeli. Tymczasem w spotkaniu z walczącym o europejskie puchary Piastem to zawodnicy gości wyglądali na drużynę odważniejszą i mającą więcej pomysłu na grę.

Na szczęście z perspektywy kibiców Piasta w drużynie gości zabrakło jakości, aby udało się wywieźć z Gliwic jakiekolwiek punkty. Co prawda pierwsza połowa spotkania nie zapowiadała, aby piastunki miały mieć w tym meczu większe problemy. Jednakże to co zespół gospodarzy zaprezentował po zmianie stron nie zasługiwało na zgarnięcie kompletu punktów w tym spotkaniu.

Oczywiście w spotkaniach z drużynami mającymi metaforyczny nóż na gardle najważniejsze są wygrane. Jednak w meczach z takimi rywalami zespoły takie jak Piast powinny potwierdzać również stylem gry, iż są gotowe do rywalizowania o najwyższe cele. Z tego też względu dziwić, a wręcz delikatnie niepokoić może postawa drużyny z Gliwic. W drugiej połowie spotkania Piast oddał kompletnie rywalom pole gry próbując przy tym zagrozić bramce gości wyłącznie po kontratakach.

Zapewne po kolejnym zwycięstwie w lidze nie należy aż nadto rugać zawodników piastunek. Mimo tego występ części zawodników musi dać do myślenia sztabowi szkoleniowemu gospodarzy. Zwłaszcza środkowa linia zespołu zagrała znacznie poniżej oczekiwań. Jednak akurat tam trener Fornalik ma najmniejsze pole manewru i po bardzo groźnie wyglądającej kontuzji Tiho Kostadinova ewentualne roszady wydają się mało prawdopodobne.

Zdjęcie: Piast Gliwice S.A.

Pełna kontrola pierwszej połowy.

W pierwszej połowie spotkania Piast długimi momentami gry kontrolował wydarzenia boiskowe. Co prawda na samym początku spotkania po groźnym uderzeniu głową Bartosza Rymanika piękną paradą popisać musiał się Fero Plach. Jednak to gliwiczanie byli w pierwszych 45 minutach drużyną dojrzalszą i bardziej wyrafinowaną. Piast długimi momentami wymieniał piłkę próbując wykorzystać ewentualne luki w szeregach obronnych rywali.

Kilkukrotnie zawodnikom z Gliwic udawało się wykorzystać miejsce pozostawione przez piłkarzy rywali. Jednak albo na ich drodze stawał dobrze dysponowany Gostomski, albo też ostatecznie to gliwiczanie marnowali dogodne okazje. Swoją okazję zmarnował między innymi Kamil Wilczek. Napastnik Piasta w pojedynku sam na sam z bramkarzem przelobował co prawda Gostomskiego, ale jednocześnie nie trafił w światło bramki. Piastunki próbowały również zagrozić bramce Łęcznej strzałami z dystansu, lecz zarówno z uderzeniami czy to Kądziora, czy Chrapka radził sobie dobrze dysponowany bramkarz przyjezdnych.

W miejscu tym pochwalić wypada również Greenkeeperów zajmujących się murawą stadionu przy ulicy Okrzei. Co prawda wciąż murawa w Gliwicach nie może zostać nazwana trawiastym dywanem. Mimo tego nawierzchnia, przynajmniej w pierwszej połowie przestała przeszkadzać zawodnikom – dzięki czemu kibice mogli obejrzeć pierwszego i ostatniego zarazem gola niedzielnego spotkania. Bramka zdobyta w 26 minucie przez Kamila Wilczka była efektem składnej akcji. Akcji przeprowadzonej przez Rauno Sappinena z Tomem Hateleyem, którego dokładne podanie wykorzystał napastnik piastunek. Docenienia wymaga tutaj kunszt Wilczka, który sprytnie wyprzedził Gersona i zewnętrzną częścią stopy wpakował piłę tuż pod poprzeczkę bramki gości.

Zdjęcie: Piast Gliwice S.A.

Zaparkowany autobus w polu karnym Piasta

Z kolei druga połowa spotkania toczyła się już pod dyktando gości. To zespołowi z Lubelszczyzny zważywszy na miejscu w tabeli bardziej zależało na wywiezieniu z Gliwic choćby punktu. Jednocześnie Piast bronił się bardzo głęboko zostawiając rywalom swobodę w rozegraniu piłki. Im dłużej trwała druga połowa, tym większe problemy piastunki miały z kreowaniem sytuacji. Nie pomogły zwłaszcza zmiany personalne dokonane przez trenera Fornalika. Czy to Alberto Toril, czy zwłaszcza Kristofer Vida nie potrafili utrzymać się dłużej przy piłce oddając tym samym pole rywalowi.

Wraz z upływem czasu coraz większe zagrożenie pod bramką Placha zaczynali stwarzać goście. Na początku tej odsłony spotkania z błędu Ariela Mosóra skorzystał Bartosz Śpiączka. Jednak uderzenie napastnika zielonoczarnych poszybowało nieznacznie ponad bramką Placha. Prawdziwe emocje przyniosła jednak końcówka spotkania. Najpierw w 85 minucie spotkania fenomenalną interwencją popisał się Plach, który instynktownie wybronił nogą uderzenie Alexa Serrano. A później bardzo dobrze zapowiadający się atak zmarnował Vida. Węgierski pomocnik nie może zaliczyć tego występu do udanych. Co więcej wydaje się, że jego przygoda z gliwickim klubem dla dobra obu stron powinna po tym sezonie się zakończyć. Węgier przychodził do Gliwic, jako jeden z lepszych zawodników ligi słowackiej. Jednak w Piaście nigdy nie pokazał choćby części umiejętności, które uzasadniałyby ściągnięcie tego zawodnika do Gliwic.

Zdjęcie: Piast Gliwice S.A.

Powody do niepokoju

Pomimo zwycięstwa większość kibiców opuszczała niestety obiekt przy ulicy Okrzei z zafrasowanymi minami. Zarówno styl prezentowany przez zespół podczas spotkania, jak i kontuzje zawodników nie mogą napawać optymizmem. O ile do pragmatyzmu zespołu kibice mogli się już przyzwyczaić, o tyle taka gra niestety nie przyciągnie nowych kibiców na stadion. Co więcej jakkolwiek dział marketingu nie próbowałby rozreklamować spotkań domowych to kluczowym motywatorem pozostaną wyniki i styl zespołu. Piast co prawda wygrywa swoje spotkania, lecz w spotkaniach domowych dokonuje tego w stylu przyprawiającym kibiców o zgrzytanie zębów. Pozostaje mieć nadzieję, że wraz z poprawą stanu murawy również i gra zespołu będzie bardziej cieszyć oczy spragnionych efektownej piłki kibiców.

Złe wieści napłynęły też z pomeczowej konferencji. Z groźnymi urazami po sobotnim spotkaniu zmagają się Tihomir Kostadinov i Rauno Sappinen. Nowe nabytki gliwiczan w coraz większym stopniu zaczynały wpływać na grę zespołu. Tymczasem z ostatnich informacji wynika, że kibice do końca tego sezonu mogą już nie zobaczyć tej dwójki na boisku. Wydaje się, że ich miejsce powinien zająć albo Arkadiusz Pyrka, albo też wyżej przytaczany Vida. Miejmy nadzieje, że zwłaszcza młody skrzydłowy stanie na wysokości zadania i udowodni trenerowi, że to on zasługuje na częstsze występy w ofensywnej linii gliwiczan.

Jednocześnie w imieniu całej redakcji składamy Tiho i Rauno najserdeczniejsze życzenia jak najszybszego powrotu do zdrowia.
Dużo zdrowia! Добро здравје! Hea tervis!

Zdjęcie: Piast Gliwice S.A.

Udostępnij

O autorze

?>